Z ŻYCIA PARAFII

19 - 23 czerwca 2014:

Lektorzy nad morzem

W czwartek 19 czerwca, w Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, o godzinie czternastej z naszej parafii pod duchową opieką ks. Pawła Rogowskiego wyruszyła nad morze lektorska brać. Miejscem docelowym było Mikoszewo, a dokładnie dom przy ulicy Wiślanej. Tam przywitały nas Pani Irena Domagała z córką Igą. Po rozpakowaniu bagaży pojechaliśmy do Gdańska odebrać kolegę Konrada wraz z jego przyszłą żoną Elizą. Potem udaliśmy się na świeżą rybę, którą konsumowaliśmy oglądając mecz. W piątek po śniadaniu, przygotowanym osobiście przez nas, udaliśmy się do Sztutowa. Przebywając na terenie dawnego obozu koncentracyjnego Stutthof w milczeniu poznawaliśmy tragiczne dzieje wielu ludzi, którzy oddali swoje życie za wiarę i ojczyznę. Po południu udaliśmy się do Krynicy Morskiej. Pierwszy kontakt z morzem, spacer wzdłuż plaży i gofry – tak, to jest to! Gdy już nacieszyliśmy się widokiem Bałtyku przyszedł czas na Kąty Rybackie – tam obiad „u Basi”, krótki spacer i... wracamy do Mikoszewa. Wieczór poezji śpiewanej przy wtórze gitary ukazał nieznane dotąd talenty wokalne – Brawo Konrad!!! W sobotę, po zjedzeniu rewelacyjnej jajecznicy, przygotowanej przez Kamila, wyruszyliśmy ponownie w stronę Gdańska, gdyż przybył do nas Polskim Busem nasz wielki przyjaciel Kuba. Zaczęliśmy od muzeum Solidarności. Schody prowadzące na dół znakomicie wprowadziły w klimat „podziemia”. „Stać Milicja! Dokumenty do kontroli” usłyszeliśmy wchodząc na teren muzeum. Ocet na półkach sklepowych, jegomoście pijący z buteleczek napoje wyskokowe i wreszcie historia Solidarności przedstawiona w przystępnej formie przeniosły nas w 1989 rok. Koleją atrakcją było wejście na wieżę kościoła Mariackiego w Gdańsku. Ponad 400 schodów musieliśmy pokonać, żeby móc napawać się pięknym widokiem. Dla niektórych zejście z wieży okazało się trudniejsze niż wejście na nią, ale udało się – dzielny Tomek! Dobry humor, pyszny obiad, zakup pamiątek i słodki deser zwieńczyły naszą wizytę w tym pięknym mieście. Wieczorne śpiewy przy grillu i pomidorowym specjale Konrada zakończyły kolejny dzień naszej wyprawy. Niedzielę rozpoczęliśmy Eucharystią o godzinie dziewiątej w miejscowym kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Po Mszy wróciliśmy na śniadanie i pełni sił wyruszyliśmy na plażę. Słońce chowało się za chmury, ale to nie przeszkodziło nam czerpać przyjemności z wylegiwania się na piasku. Potem jeszcze tylko zakup wędzonej rybki i tradycyjny wieczorny grill z gitarą w tle. Tego wieczoru odwiedziła nas Pani Wena, dzięki której powstała piosenka opowiadająca o wszystkich uczestnikach wyjazdu – także o tych, którzy ostatecznie nie mogli pojechać z nami. W poniedziałek rano przyszło się nam pożegnać z morzem... czas wracać do Warszawy, do naszej parafii na ulicy Ateńskiej. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

T. B.